PIĄTEK, 4 MARCA 2011
New Item rozdaje, leci już na Hawaje!
Tu maja160! Wiecie, zapomniałam o jednym.. Więc o New Item! Ale to fakt, że New Item rozdaje, leci już na Hawaje! :P Nie, maszyna nie ucieka, zostaje z nami! Daje nam okienko z parapetem, na który można się wspinać i patrzeć na widoki... Palma i plaża, oraz zrebrzysta woda! Tego potrzeba do relaksu. Gdybym ja jeszcze miała leżak.... A w ogóle, to gdzie postawiliście okna? Ja bardzo, bardzo wysoko, żeby Marietty(których mam około 11, wiele pand to podziwia xD :D) nie właziły na niego. Są razem tak ciężkie, żeby się załamał! Ale o jednym zapomniałam- to w końcu Biedroneczki, które latają używając czerwonych skrzydełek, z czarnymi kropeczkami, co podonbo oznacza, ile lat ma biedronka.
-O jejku!- powiedziałam. -Woody, spaliśmy 5 godzin, i to w dzień!- krzyknęłam. Ten, zlazł z kanapy i powędrował do miski. Na Marietty lekko krzyknełam, i sięgnałam po słuchawkę komórki, żeby zadzwonić do Manny'ego. Miałam urlop, i nie zamieżałam naprawiać prapetu. Mannny przyszedł raz dwa, tski to pożądny człowiek. Powiedział, że "skeli to w warsztacie, wszystko będziw pożądku, ale oddać może dopiero w poniedziałek". I tak mi minął dzień, niezbyt miło. A zaczelo się tak -
Jedna, której chyba niepotrzebnie, dałam na imię Jasnowidz, :D przewidziała to, i gdy już stawiałam bardzo wysoko okno, prawie na suficie, ona wesoło podskakiwała na ścianie tuż obok. Cóż, poszłam kupi trochę przypraw, bo zabrakło mi ich na obiad.
Kiedy wróciłam ze kiosku, Marietta użędowała na parapecie wysoko położonego okna.
"Jeden, to nie taki cięzki" pomyślałam(to nie była Marietta, to Mariett :S). Nagle, nieoczekiwanie, zaprosił swoje kolezanki i kolegów, i użedowali na parapecie. Woody płakał, bo miał złame skrzydło, i, i tak by nie doleciał tak wysoko. Bolisie się ni przejeły, tylko poszły to dziecęcego łóżka. Soque był przeciwko, i chwilę warczał pod ścianą, a otem ułożył się obok zabawki lokomotywy, i poszedł spać. Płaczącego Woody;ego wziełam na kanapę, położyłam na kolana, i dałam mu smakołyki. Po czym przeczytałam mu bajkę, po jego języku, i zasnął, a ja, wraz z nim. Gdy się obudziliśmy, parapet leżał rostrzaskany na pdołodze, Marietty jadły posiłek, Soque ćwiczył biegi, a bolisie spały w najlepsze.. Spojrzałam na zegar.
-O jejku!- powiedziałam. -Woody, spaliśmy 5 godzin, i to w dzień!- krzyknęłam. Ten, zlazł z kanapy i powędrował do miski. Na Marietty lekko krzyknełam, i sięgnałam po słuchawkę komórki, żeby zadzwonić do Manny'ego. Miałam urlop, i nie zamieżałam naprawiać prapetu. Mannny przyszedł raz dwa, tski to pożądny człowiek. Powiedział, że "skeli to w warsztacie, wszystko będziw pożądku, ale oddać może dopiero w poniedziałek". I tak mi minął dzień, niezbyt miło. A zaczelo się tak -Cóż, nie mam już widoku na palmy, może i srebrzystą wodę. A wszystko przez Jasnowidza. Więc radze pilnowac zwierzaków, bo najbardziej psocą małe. :D
Pa, pa!
Ps. Boję się jutra. Jutro Czwarte Mistrzostwa (miasto) Cheerleders. Stresuję si nieco. Chciałabym, żebyśmy miały chociaż 2 miejsce! Ale z tymi małolatami, co się zachowują jak w przedszkolu, to chyba niemożliwe. (Nazwa naszego zepsołu to "Gold Girls" a szkoda, bo chciałyśmy "Devils and Engels", znany zespół z naszej szkoły, który już do niej nie chodzi, i jest dorosły..
Życzcie mi szczęścia, oraz mojemu zespołowi! Cześć!

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz